Pierwszy dzien wiosny.


Jak przystało na pierwszy dzień wiosny było słonecznie, ciepło i widno prawie do 18:00.
Takiego dnia nie można było zmarnować. Ja rano pobiegłam na basen, żeby popracować nad zanikającą kondycją, a moje chłopaki zrobiły zakupy. Potem pełna zapału zabrałam się do mycia okien, podług itp. Mężczyźni mojego życia nie bardzo się mogli w tym odnaleźć i postanowili zainaugurować sezon rowerowy.
Na szczęście zrobili sobie 16 kilometrów, tak na rozgrzewkę ;-). Ja w tym czasie skończyłam świąteczne porządki i ugotowałam obiad...ta dan! Nie myślała, że jednorazowe pójście na basen sprawi, że energia będzie mnie rozpierać. Koniecznie muszę częściej pływać.
Chłopcy wrócili zadowoleni z zamiarem kolejnej wycieczki rowerowej. Jednak o poranku ze zdziwieniem spoglądaliśmy przez okno. Sypał śnieżek i mocno wiało :-(. No cóż " w marcu jak w garncu".
Niestety moi panowie nie zabrali aparatu więc wstawiłam rower, który sfotografowałam w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Takimi rowerami jechali żołnierze z Radomia we wrześniu 1939 roku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Opowieść ojca przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu" - Rupert Isaacson

"Maria i ja"

Twoje dziecko jest inteligentne.